poniedziałek, 30 stycznia 2012

Weekend minął..

..szybko. Zdecydowanie za szybko. Zostałam wzięta pod uwagę:) Miałam trochę wolnego. I tak to po kolei było..
PIĄTEK:
Zaczęłam jak zwykle. Przy śniadaniu Deena powiedziała mi, że jak skończę wszystko to, co zazwyczaj od rana robię, to jestem wolna do soboty ok.18. Kopara mi opadła, ale za tydzień na pewno tak się cieszyć nie będę, bo dzieciaki zostaną u taty tylko do soboty, a nie do niedzieli-jak to było teraz.
Dostałam wypłatę, po południu ruszyłam na zakupy. Które zakończyłam sukcesem: zakupiłam buty, a więc mogę teraz chodzić do RECenter kiedy mi się podoba:) ..ale z drugiej strony, nie był to sukces..bo kupiłam jeszcze to, tamto i siamto..no i tak właśnie pieniążki się rozeszły. Ale spokojnie, w tym tygodniu po raz ostatni dostanę mniejszą sumkę i skończy się spłacanie. Później już tylko będę oszczędzać:) Nawet pomocną skarbonkę sobie już znalazłam, o tu :) Cobym wiedziała, czy bardziej muszę się spiąć czy może jestem do przodu:)
A wieczorkiem, przed 22, odebrała mnie Melli i Ann-Kathrin, bo wolontariuszki z RECenter zasłużyły sobie na bowling, pizzę i Georgetown Cupcakes w nagrodę za "ciężką"pracę. A w każdym razie za te całe 4 godziny tygodniowo coś-tam-robienia.
Chciałam tu wrzucić zdjęcia, ale blogspot coś nawala. jak już mi się uda to wtedy sobie pooglądacie. Oczywiście, nie trzeba myśleć, która drużyna wygrała:D Oczywiście ta w której była Maria:) heheh żartuję, muszę się przyznać, że w życiu grałam w kręgle może 2 lub 3 razy..więc tutaj potrzebowałam prawie 8 rund żeby się rozkręcić:) Druga 10 już mi ładnie poszła:)
I tak wróciłyśmy przed 2 w nocy. Choć kręgle miały się skończyć o 12..ale troszkę się przeciągnęło:)
SOBOTA:
Popracowałyśmy sobie z Karoliną w RECenter, później wyświadczyłyśmy -a właściwie ona-przysługę innym 2 dziewczynom, bo chciały żeby je podwieźć na metro. A następnie wróciłyśmy grzecznie do REc, tym razem już poćwiczyć:) O moim samopoczuciu mogę powiedzieć, że było świetne a jeszcze bardziej do śmiechu mi było kiedy wywiązał się taki o to dialog w samochodzie, między Haną (nie wiem jak to się pisze, ewentualne błędy musicie mi wybaczyć:P) a Karoliną:
H: Are you going out tonight?
K: Are you crazy? Look at me!
Hah. Przepraszam, może to wcale takie śmieszne jest ani dla Karoli, która to przechodziła, ani dla was, bo to taki "żart sytuacyjny", który trzeba było zobaczyć. Ale do teraz, kiedy przypomnę sobie jej minę, ciemne okulary i colę w ręku...oraz ten ton głosu..po prostu płakać mi się ze śmiechu chce:)
hahah. Przepraszam Karola!:P
I w końcu kiedy już sobie biegałyśmy na bieżni...i głośno rozprawiałyśmy, nagle do naszej rozmowy wtrącił się kolega, po prawej Karoliny :) Tak się zdziwiłam, że to Polak i słyszał całe nasze pitu-pitu, wszystkie bzdury, że już nawet nie pamiętam co powiedział. Ale pamiętam że ma na imię Sławek i jest tu 9 lat, teraz studiuje i jest jakimś informatykiem czy coś takiego:D
Hah. A więc to już drugi raz, i drugi w RECenter kiedy objawia nam się stęskniona za językiem Polska mniejszość w Virginii.
Wieczorem, musiałam pracować, więc pojechałam z Kate do PETSMART po te wszystkie bzdury do zwierzyńca..I tak nam zleciało do tej 9.
NIEDZIELA:
Do drugiej byłam wolna, o czym dowiedziałam się praktycznie o 11..Więc nic sensownego, prócz skajpowania nie zrobiłam. A później to już z Kate pojechałyśmy na festiwal czekolady. I spodziewałyśmy się obie przeogromnych ciast, tortów i fontann czekoladowych..a tu..krótko mówiąc lipa...Zrobiłyśmy zakupy, wróciłyśmy i chwilę później wróciły dzieciaki od taty. No i tak już umknęło.

A wiecie co ja dziś jadłam na obiad?:> "PIEROGIES":) Tak tak właśnie, pod taką oto nazwą znalazłam je w sklepie. I nie ważne że były wypełnione tym co nie lubię. Nieważne że wcale nie smakowały jak te babcine czy mamine. ani nawet te kupne ze sklepu. Ale na swój sposób były dobre..a może odtwarzałam ich smak z pamięci?:) Nieważne! I tak mi smakowały...

1 komentarz: