sobota, 14 stycznia 2012

Wczoraj, trzynastego.

Chyba udzielił mi się nastrój odpowiednio do "pechowego dnia". A może po prostu nadszedł ten moment kryzysowy. Zaraz po "miesiącu miodowym"..? Ciekawe czy to w tej kolejności się dzieje...Gdzieś była ta mądra książeczka która opisuje etapy każdej Au Pair.
(mijają 3 minuty)
No i co znajduję w tym mądrym "operskim" poradniku?
MONTH 1: "Honeymoon stage". Tego nie trzeba opisywać.
MONTH 2: "Cultural shock". Więc przechodzę szok. Co tu napisali?:
"You start to see difference and begin to feel uncomfortable. You feel tired, both physically and mentally. You prefer to be alone rather than with your host family and friends (a to prawda akurat), and you may feel misunderstood by your host family or more sensitive than normal. The USA is not the same country as your home country (na to bym nie wpadła:P). Many things you do at home you will not be able to do while away. Be prepared for the fact that many things are different, and that it will take a while to get adjusted to your new country, the new language and new customs. But isn`t one of the reasons you are becoming an au pair to experience new things?"...
Mhm no tak. Więc ten stan ma się utrzymać rzekomo do 4 miesiąca. No to ja dziękuję bardzo. Ponoć dopiero wtedy będę w stanie ich zrozumieć , i "wpasować się" hmm...ciekawe.
Jeśli zaś chodzi o dziś.. to jest mi tak samo jak wczoraj.

8 komentarzy:

  1. o kurcze, ale tu jasno!!:)
    ładnie..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a bo stwierdziłam, że jak się spełnia marzenia to musi być jakieś bardziej optymistyczne tło, a nie taka czerń:) Ale ten błękit tylko do czasu aż nie znajdę czegoś konstruktywniejszego.

      Usuń
  2. ta moja miejscowosc to sie nazywa Bethesda :) i nie MA tylko MD :) jakos niedaleko Ciebie chyba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poprawiłam:) Tak, będziesz całkiem niedaleko:) Jak spojrzysz na mapę (http://www.mapquest.com/#bcb71a6b31b75756e950a848), to ja niemal codziennie jadę tu gdzie widzisz "Cabin John" i wtedy odbijam.

      Usuń
    2. no wlasnie wiem, ze bede niedaleko :P tam w mclean chyba macie jakies fajne centrum handlowe (przynajmniej tak slyszalam) :) i dlatego sprawdzalam ile sie tam jedzie :D moze umowimy sie na kawe jak juz tam dotre? :)

      Usuń
    3. Heheheh. Tak mamy Tysons. (po jednej stronie ulicy część dla tych co to się wcale z pieniędzmi nie liczą, a po drugiej stronie ta "przeciętna") ale ja tam i tak preferuję DSW i T.J.Maxx jako że narobiłam zakupów na początku, a później kiedy w tych sklepach widziałam oryginały za często mniej niż pół ceny..gryzłam się w pięty. Aczkolwiek sama galeria fajna. Głównie po biżuterię tam chodzę:)Ale idzie się nieźle zgubić!
      To kiedy przylatujesz??

      Usuń
    4. 12ego marca :) mam nadzieje, ze szybko zleci :)

      Usuń