W celu sprostowania tego, co napisałam w którejś notce, że w Polsce człowiek dostałby w pysk od razu za TAKIE pyskowanie: nie miałam na myśli, że ludzie w Polsce biją swoje dzieci kiedy te pyskują. Nie, nie generalizujmy. Nie chodzi tu o żadną przemoc..ale w Polsce byłoby nie do pomyślenia TAKIE zwracanie się do jakiejkolwiek starszej od siebie osoby. Te dzieciaki po prostu szacunku się nie uczą do osób starszych. Nie mają go za grosz. Nawet w sklepie jest im się ciężko przesunąć kiedy ktoś nie może przejść i tak już szeroką alejką. A ja im zwracam uwagę: przesuńcie się ludzie nie mogą przejść. I przepraszam ludzi dookoła za niesforne dzieciaki...A one co? "Powinni znaleźć inną drogę, przecież jest ich dużo". To chyba wiele wyjaśnia. Jednak jeszcze raz podkreślam, że pyskowanie takie, jakie znają rodzice z polski, tutaj nazwałoby się wymianą zdań. Natomiast to co tutaj nazywa się pyskowaniem...w Polsce chyba już ciężko określić. Chyba, że-tu proszę mi wybaczyć za wulgaryzm-darcie mordy. Bo tak trzeba by dosłownie to opisać. I bynajmniej nie rodzice ją drą. Nie oni są wręcz oazą spokoju mówiąc grzecznie do dziecka: "nie krzycz, bo ja nie krzyczę"...A dziecko wygląda tak jakby miało ochotę napluć w twarz rodzicowi..żeby okazać jak to mało szanuje rodzica, który robi lekcje, dodatkowe projekty to właśnie dziecko. A i nawet, kiedy dziecko przyjdzie o godzinie 12:00 am (w nocy w sensie) i powie: "Mamo na jutro muszę wziąć do szkoły zdjęcia z naszej wycieczki do Wyoming bo zapisałam się na "showing chair"(czyli pokazywanie przed klasą, i opisywanie czegoś co ma dla nas znaczenie..)...to ten rodzic nie powie jak w Polsce: znajdźmy jakieś inne, te które mamy wywołane, albo zrobisz po prostu coś innego. Nie ten rodzic wyśle w środku nocy zdjęcia do CVS po to żeby jeszcze bardziej w środku nocy, znaczy o 2-3 je stamtąd odebrać i zrobić "project"..Kupi specjalną tablicę i wszystko co potrzebne, przyklei zdjęcia a rano zapyta swoje dziecko: "I jak tam, podoba ci się?Czy chcesz coś zmienić?"
Dzięki Bogu, że ten CVS jest czynny 24/h i że dużo tam można dostać. Bo co by oni poczęli?
Hmm.. I z jednej strony to dobrze, że rodzic chce pomóc dziecku. Ale w Europie rodzice też swoim dzieciom pomagają. Zastanawiam się tylko, dlaczego tutaj ta pomoc polega na zrobieniu wszystkiego instead of them(za nich). Dlatego my, z Europy jesteśmy samodzielni. A tu...moja LCC ma syna dwudziesto - coś tam letniego. I codziennie rano wstaje, żeby mu grzecznie śniadanko podać. Bo ona po prostu wie, że synek o tak wczesnej porze jest zmęczony...I nie byłby w stanie nawet myśleć o zrobieniu sobie śniadania. Ano trudno! To by nie zjadł raz, dwa lub trzy i zacząłby sam o siebie dbać!...
Aaaa i muszę zaznaczyć: TO WSZYSTKO POWYŻEJ TO NIE NARZEKANIE. TO NIEMOC ZROZUMIENIA INNEJ KULTURY. TO ZDZIWIENIE, to wszystko. Nie mam zamiaru nikogo obrażać, przeciwnie. Ci ludzie mają w sobie także dużo wiele dobrych cech jakich my w krajach europejskich możemy pozazdrościć. Na przykład otwartości i serdeczności. Szczególnie jeśli chodzi o kasjerów w sklepach. Ci są gotowi lecieć na dwór w mrozie i deszczu żeby ci pomóc zapakować się do samochodu..I nie oczekują wcale za to pieniędzy. Podchodzisz do kasy a pani się pyta: I jak tam dzisiaj? Jak się mamy? Jak nam dzień zleciał? Founding everything ok? Do you need help? oOoo it`s so much! For how many people? Do you need help outside? (Czy wszystko znalazłaś co potrzebujesz?-bo jak nie to polecą poszukać-;Czy potrzebujesz pomocy? ooo tak dużo zakupów, dla ilu ludzi? Potrzebujesz pomocy na zewnątrz?....)itd.itp. Długa lista i tu by się znalazła...
Staram się po prostu odnaleźć jakoś tutaj, zrozumieć ich, i mimo iż zawsze myślałam że jestem otwarta na nowe kultury..to ta jest chyba zbyt liberalna.
Weźmy chociaż chicken pox party. No kto normalny planuje dla swojego dziecka chorobę? Kto je bierze lub sam organizuje imprezę kiedy dziecko ma ospę wietrzną, żeby i inni mogli się zarazić?
Kto w Polsce by to zrobił? Jaka byłaby reakcja? Nie muszę chyba mówić.
A może wydaje wam się to całkiem ok?
Kochana, tu w Polsce takie party też już się odbywają!:P
OdpowiedzUsuń" Kto je bierze lub sam organizuje imprezę kiedy dziecko ma ospę wietrzną, żeby i inni mogli się zarazić?"
OdpowiedzUsuńwiesz... z jednej strony nie jest to takie złe: bo im starsze dziecko lub co gorzej dorosły choruje na ospę, tym poważniejsze są komplikacje. stąd moda na "zarażanie".
jednak ja wolę mieć nadzieję, że jakiejś tam choroby nie będę musiała wcale przechodzić:) Jak różyczki na przykład..
OdpowiedzUsuńna różyczke byłaś szczepiona prawdopodobnie w 4 klase podstawówki więc już raczej Cie ominie ;)
OdpowiedzUsuń