wtorek, 10 stycznia 2012

Pitu pitu

Maaatko, czy od ostatniego posta, rzeczywiście minął już tydzień? Boże! Kiedy, kiedy kiedy? Czas ucieka tak szybko jak woda przelatuje przez palce. Więc w zeszłym tygodniu zrobiłam prawie 50 godzin. A i tak w poniedziałek nie pracowałam, i tak było to ponad tyle ile wynosi maksymalna ilość. Weekendu wolnego nie miałam, wręcz przeciwnie w samą niedzielę (8.01) pracowałam 11,5 h. Więc wczoraj ostatnią rzeczą jaką chciałam zrobić było wstanie z łóżka - i tak pozwoliłam sobie pospać do 6. Jeśli chodzi o te godziny, Deena powiedziała, że mam pisać i co tydzień jej mówić ile jest, i przeprosiła mnie za to, że tyle ich wyszło w zeszłym tygodniu. Ale ja sama rozumiem, że nie dało się tego inaczej zrobić. Devin miał w niedzielę test w Baltimore więc wyjechał z mamą o 7:30am i wrócił o 1pm. A ja przez ten czas byłam z dziewczynkami. Jak pisałam na fejsie, musiałam je wziąć do zoologicznego sklepu-i to był właśnie pierwszy raz kiedy zostałam wrzucona kompletnie sama na tę akurat trasę. PetSmart znajduje się w centrum...i na początku to wszystko było dla mnie kompletnie czarną magią ale w końcu to jakoś opanowałam. No i przecież mam GPS. Ale to nie zmienia faktu, że Amerykanie nie włączają migaczy jak zmieniają 'lane" (pas) Więc oczy musisz mieć dookoła głowy, a żeby znaleźć jeszcze ten twój odpowiedni zjazd... Tymbardziej teraz kiedy wszystko przebudowują. Nie myślcie, że jestem ciemna, bo choć byłam tam już 3 czy 4 razy, to za każdym razem jedziemy totalnie inną drogą. Codziennie w nocy na drodze zmieniają oznakowanie i robią inny objazd, bo tak szybko budują-nie to co w Polsce. Dlatego co noc trasa wjazdu do centrum i wyjazdu musi się zmienić...Zdaję sobie sprawę że trudno to sobie wyobrazić, ale rzeczywiście tak jest. Idzie im to sprawnie choć, ty codziennie musisz jechać inną drogą-ale przynajmniej nie jeździsz na pamięć.
Co do Baltimore- to nazwa tego miasteczka obiła mi się o uszy w jakichś filmach czy coś, i Deena wczoraj kiedy ćwiczyłyśmy jazdę do Wash. opowiadała mi jak ono wygląda. Sama się nie spodziewała, że nie znajdzie tam żadnego miłego miejsca żeby usiąść na kawie. W końcu znalazła, ale powiedziała, że kupiła kawę i resztę czasu wolała spędzić w aucie. Później wpadła na pomysł, że zrobi zakupy i poszła do CVS ale co tylko chciała z półki wziąć miało specjalne klipsy alarmowe więc musiała co chwila obsługę wołać żeby odczepili bo ona chce to kupić:D Hahaha. Próbuję sobie wyobrazić jej rozdrażnienie-jako że to typowa wygodna amerykanka. No i w końcu oczywiście wszystkiego nie kupiła-bo ile można. Ale fakt jest taki, że wbrew temu co ona sama wcześniej myślała, to miasteczko jest bardzo ubogie i trza kraść. Nawet taki płyn do prania.

Ann-Katherine poinformowała mnie o możliwości wolontariatu w RECentre (4h/tydz) w zamian za korzystanie z wszystkiego co to centrum oferuje:baseny, sauny, kursy tańca, ćwiczenia z coachem i tak dalej. Więc stwierdziłam, że zamiast wydawać fortunę na salę gimnastyczną będę poświęcać im 4 godziny w tygodniu z mojego wolnego czasu- bo dwie i tak spędzam w tym samym centrum kiedy Megan ma zajęcia z pływania w grupie FISH- i zostaną mi jeszcze tylko dwie:) Więc to nie problem:) Poznałam tam Shawne, która jest menago od au pairek, oraz jest byłą profesjonalną tenisistką także zwiedziła cały świat:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz