piątek, 26 października 2012

Powrót.

Wierzcie lub nie,
bo chociaż bardzo smutny to jednak szczęśliwy.
Cząstka mnie już na zawsze tam pozostanie i myślę, że nic tego nie zmieni. Cząstka mnie zawsze będzie chciała tam wracać jeśli nawet nie fizycznie to myślami i sercem. Szczególnie dlatego, że z perspektywy czasu wiem, że jest do kogo. Dlaczego nie napisałam takiego ostatecznego pożegnalnego posta wcześniej?
Nie umiałam. Nie chciałam się z tym rozstawać. Nie wiedziałam jak. Jakich słów użyć. Co napisać. Czy żeby było ładnie, czy skrótowo, szczegółowo albo jakkolwiek.

Więc..czuję się dobrze. Czy lepiej? W pewnych aspektach na pewno. Po pierwsze: jestem u siebie. I to uczucie, ta ulga jest niemożliwa do opisania. I to dlaczego ją czuję też. Bo przecież było mi tam dobrze, nie miałam niemiłych wydarzeń, takich które by mnie napiętnowały. Ale jednak -i tego jestem pewna- każdy kto wraca z daleka, gdzie spędził dłuższy czas- do swojego rodzinnego kraju..czuje się lżej. Czuje się właśnie tak: U SIEBIE.
I myślę, że Amerykanie tak naprawdę błędnie są uważani za naród otwarty. Wszyscy znamy to sławne: "Welcome" bądź "You`re welcome"...i dobrze, że znamy ale to tylko takiego pozory w rzeczywistości. Wszyscy myślą jacy to oni nie są otwarci na inne narodowości, obywateli innych krajów itd. bo przecież to tam jest największa mieszanka kulturowa. Ale nic bardziej mylnego. Im to przeszkadza. I czują się lepsi od każdego przyjezdnego. Nie wszyscy-to prawda, bo w drugiej części mojego pobytu doświadczyłam czegoś zupełnie innego na całe szczęście dla nich i dla mnie-aczkolwiek większość z nich jest zmęczona tym, że nie "rodowici amerykanie" nie są tam jedyni. I żeby tego doświadczyć wystarczy poznać ich życie codzienne od środka. A żeby tak się stało, trzeba tam pobyć dzień po dniu. Choć zauważa się to w pierwsze dni, następnie próbują nam uświadomić że tak nie jest, po czym przestają udawać. I wówczas wiecie już jak jest naprawdę:)
Ale nie będę się na ten temat rozpisywać. Chciałam tylko unaocznić, i pożyczyć każdemu takiej okazji do docenienia pobytu w granicach własnego kraju. To cudowne być tu z powrotem. Choć miło było też tam przebywać.

Wieeeele doświadczeń. I nie chodzi już o te czysto językowe. Tylko wszystkie inne od tego oczywistego właśnie. Czyli kulturowe, tradycyjne, obyczajowe, związane z ludźmi, pracą, świętowaniem, odpoczynkiem, nauką, edukacją, wychowaniem, biurokracją, prawem, normami, podróżami itd- WSZYSTKIM. Te 7 miesięcy..były niesamowicie bogatym czasem. I choć nie zawsze było tam dobrze i miło, to teraz wspominam to z uśmiechem, i przyjmuję jako coś co musiało mieć miejsce.

airline logoJeśli chodzi tylko i wyłącznie o te najmilsze chwile, to miały miejsce w ostatnich  3 miesiącach mojego pobytu tam. I nie bez znaczenia jest zmiana otoczenia. LUDZIE. Wspaniałe rodziny, koleżanki, dzieci. Niesamowici sąsiedzi. I to właśnie już zawsze będzie moje. Moje i ich również. Bo cały czas mamy ze sobą kontakt.

I oprócz mojej host rodzinki, za którą strasznie tęsknię, zostało tam jeszcze kilka osób. Czekam z niecierpliwością na ich powrót do Europy. A wówczas będę czekać na ich odwiedziny w Polsce. To taka moja mała część Ameryki, tutaj w Europie. I jestem pewna, że czują tak samo. Bo byłyśmy rzeczywiście zżyte.

..i muszę to powiedzieć. Wiem, że to nie koniec z odkrywaniem Ameryki, następnym razem to nastąpi chyba w troszkę innym wydaniu:)


LeaveMon, Jul 1610hr 10min Total time
DepartWashington DC, District of Columbia
Icelandair 644
Economy | Boeing 757
2,800 mi | 5hr 40min
8:40 PMDulles Airport (IAD)
Stop 1Reykjavik
6:20 AMKeflavik Int'l airport (KEF)
Seats: 21-F | Seats are confirmed.
Change planes. Time between flights: 1hr 5min
DepartReykjavik
Icelandair 520
Economy | Boeing 757
1,486 mi | 3hr 25min
7:25 AMKeflavik Int'l airport (KEF)
ArriveFrankfurt
12:50 PMFrankfurt Int'l Airport (FRA) | Terminal 2
Seats: 20-A | Seats are pending airline approval.
Overnight flight.