..a więc boli. Pozbierana, ruszyłam do samochodu, i już mi to było obojętne czy drugi raz się wywalę czy nie. No i dotarłam. Te marne 20 metrów tyle czasu mi zajęło...A później moją Bertę śnieżkę trzeba było ogarnąć... I zeszło mi 20 minut.
nieźle ją przykryło co? A prawda jest taka, że tu już była całkiem całkiem ogarnięta. Szkoda, że nie pomyślałam żeby zrobić zdjęcie zanim się zabrałam do odśnieżania mojego iglo. I nie byłoby też tak źle, gdybym miała prawdziwe narzędzie a nie marny kuchenny silikon, olaboga!
A tak tak, to co na dole widać to właśnie lód. Od samej chaty...do samochodu, i oczywiście między, coby trudniej było;)
Ale pierwszy raz mi tyłek zarzucało kiedy jechałam samochodem zimą. A podobno Land Rovery na śniegi najlepsze, a przynajmniej tu tak mówią...Tyłek mi latał, pedał hamulcowy mi latał że nie mogłam zahamować porządnie na "stopie".. Bo te ichnie ulice to tutaj, odśnieżają tak byle było. Miałam 15-20km/h czyli ich takie 9-12,5 MPH..A tańczyłam. Więc skoro TOYOTA host mom jest gorsza, to ja dziękuję:P Ona to podobno w połowie górki się cofa w taką pogodę:D Hah, to dopiero jazda...:P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz