niedziela, 22 stycznia 2012

Zima zima zima, pada pada śnieg!

Jakże mi się wczoraj przyjemnie wyszło z pokoju!..Za oknami mojego basementu peeełno śniegu. I ba- pewnie, że miałam ochotę wyjść na dwór! A, że akurat była okazja...(musiałam skoczyć do banku wrzucić czek coby moje konto znów zakwitło i cobym mogła doładować sobie gmaila..a następnie zadzwonić do kochanych babć:) )..to wyskoczyłam jak z procy...i bach. Po pierwsze primo omal się nie wywaliłam na kamiennej dróżce, bo właśnie padał kapuśniak z nieba i wszystko zamarzło zdaje się już dawno. Kolejne bach, drugie primo: doszłam do samochodu...a ten..hmm, "lekko go zasypało" można rzec.  No to znów ścieżką śmierci po kuchenną silikonową łopatkę (bo moja host family nie dysponuje tą specjalną do szyb-skoro na 7-10 dni w roku to się przecież im nie opłaca)...a potem jeszcze raz tą samą dróżką..ostrożnie kroczek po kroczku, niemal tip-topami coby się nie gwizdnąć. I masz ci los!! Im bardziej się starasz tymbardziej ci nie wyjdzie!! A wtedy to już tylko twarde dupsko trzeba mieć... Albo boli.
..a więc boli. Pozbierana, ruszyłam do samochodu, i już mi to było obojętne czy drugi raz się wywalę czy nie. No i dotarłam. Te marne 20 metrów tyle czasu mi zajęło...A później moją Bertę śnieżkę trzeba było ogarnąć... I zeszło mi 20 minut.
 
nieźle ją przykryło co? A prawda jest taka, że tu już była całkiem całkiem ogarnięta. Szkoda, że nie pomyślałam żeby zrobić zdjęcie zanim się zabrałam do odśnieżania mojego iglo. I nie byłoby też tak źle, gdybym miała prawdziwe narzędzie a nie marny kuchenny silikon, olaboga!

A tak tak, to co na dole widać to właśnie lód. Od samej chaty...do samochodu, i oczywiście między, coby trudniej było;)


Ale pierwszy raz mi tyłek zarzucało kiedy jechałam samochodem zimą. A podobno Land Rovery na śniegi najlepsze, a przynajmniej tu tak mówią...Tyłek mi latał, pedał hamulcowy mi latał że nie mogłam zahamować porządnie na "stopie".. Bo te ichnie ulice to tutaj, odśnieżają tak byle było. Miałam 15-20km/h czyli ich takie 9-12,5 MPH..A tańczyłam. Więc skoro TOYOTA host mom jest gorsza, to ja dziękuję:P Ona to podobno w połowie górki się cofa w taką pogodę:D Hah, to dopiero jazda...:P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz