Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Religia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2012

Niedziela.

Dziś choć troszkę poczułam, że jest niedziela. Nie tak jak odczułabym to w Polsce, kiedy się idzie do kościoła, wraca i kończy robić obiad a później rodzinnie się go je. W całym domu pachnie domowym sosem i rosołem.. Albo kiedy się jedzie na Mszę, a później przychodzi od razu na ciepły babciny, czasem ciociny obiad...I jest tak rodzinnie, i się je domowy makaron. I zrazy, pyzy, kapuchę..Ach..Jakby było dobrze... Ale przynajmniej poszłam do Kościoła, bo naprawdę czułam, że nieważne czy to będzie po  łacinie czy jakiemu tam...chociaż pójdę. A więc zabrałam Karolinę i razem pojechałyśmy nie do tego polskiego, tylko tego w naszej miejscowości. Zjawiłyśmy się za pięć 10. A tu ludzie wychodzą o_0 Haha. No więc zapytałam grzecznie, miłą starszą panią, a ta powiedziała, że tak, Msza się właśnie skończyła ale o "wpu" będzie kolejna. Poczekałyśmy więc w samochodzie i o odpowiedniej porze znów spięłyśmy się z tymi naszymi zakwasami na tyłku i wszędzie indziej po tych dziwacznych wysokich schodach.. Oj bolało. Ale jak weszłam do kościoła to mi przeszło. Zupełnie inny niż w Polsce! Okrągłe pomieszczenie, w oknach witraże, po środku ołtarz, ambona i tak dalej, a dookoła niego ławki. Cieplutko w środku, zupełnie jak w domu. Tak, właśnie sobie zdałam sprawę że to prawdziwy dom Boży. Nikt nie patrzy jak siedzisz, czy prosto czy nie, czy zdejmiesz kurtkę czy nie. Bo jesteś tam sobą. Jak w domu. Nie było nigdzie konfesjonału...ale i tak do czasu aż nie usłyszałam spowiedzi powszechnej w trakcie Mszy, zastanawiałam się czy aby na pewno nie muszę się gdzieś tam wyspowiadać. Kiedy spojrzałam w lewo zauważyłam przeszklone pomieszczenie. A do czego służy? A no do tego, że jak ktoś przychodzi z wrzeszczącym dzieckiem to sobie tam siada i jest na Mszy, wszystko słyszy ale my nie słyszymy wrzasków dziecka;) Fajnie nie? Akustyka super, mikrofony, nie muszę wspominać. A chór..przepięknie śpiewał. Kurczę...te soprany, piękne po prostu. Msza po angielsku..i na szczęście były specjalne "ulotki" co i jak po kolei. Bo Amerykanom to nawet trudno się nauczyć wyznania wiary!..Ale nam się przynajmniej przydało;D Ogłoszenia parafialne w środku kazania trochę mnie wybiły z rytmu. A kazanie było zupełnie o czymś innym, nie o czytaniu tylko o tym, że chrześcijanie będą traktowani gorzej bo mają mieć podatek ten specjalny-jak ktoś do kościoła chodzi. Bla bla bla.. A kiedy wiedziałam że znak pokoju się przekazuje? Kiedy pewna Pani wstała, i pewien Pan-który miał coś z nogą-ledwo co się dźwignął, ale wstał po to by pocałować się z żoną. Kurczę, przepięknie to wyglądało. Niesamowicie było czuć, że to naprawdę jest znak pokoju. "Wybaczam ci wszystko co było złe. I proszę o to samo. Zaczynamy nowy tydzień." Tak to wyglądało jeśli koniecznie trzeba by określić to słowami. A jak ciepło od razu w serduchu mi się zrobiło... No bo czemu uczucia ukrywać przed Bogiem?? Chciałabym tak samo..
A Komunii Św. udzielały oprócz Księdza 3 panie o ile się nie mylę. I zarówno do ust jak i do ręki. Nie wiem co oni tam mówili na to "Ciało Chrystusa", ale ja powiedziałam "Amen" a pani się do mnie szeroko uśmiechnęła:D
I jak się modliłam to mi łzy poleciały, bo tak dawno nie byłam w kościele, dziś mijają w końcu 2 miesiące od wyjazdu- a poza tym to tak dziwnie, na drugiej półkuli, i w takiej miłej atmosferze.
Jedyne czego mi do szczęścia brakowało i cały czas brakuje to to popołudnie. Powrót, i musiałam zjeść rosół. Ale z paczki to nie to samo, nie? No i bez najbliższych. I właśnie wtedy sobie zdałam sprawę, że strasznie mi tu brakuje osoby, która naprawdę się o mnie troszczy, której nie jest obojętne jak się mam, co robię..czy wszystko dobrze. Której naprawdę zależy.