Zaciągnęłam w końcu Karolinę (ona) do RECentre, bo chociaż już tu pół roku siedzi, to się zapisała, ale samej już trudno było iść i odpracować ile trzeba coby za darmola korzystać:P heheh No i wyjmując kasę z szafek w damskiej przebieralni-prysznicarni gadałyśmy, jak najęte..A co tam po polskiemu rzecz jasna! I jedna babka kilka razy się nam przyglądała..Ale co tam, wszyscy tak robią bo nie wiedzą co to za język. I na końcu nas leciutko zaskoczyła tekstem typu: "Dziewczyny, ja przepraszam że tak się wtrącę ale tak się stęskniłam za tym polskim językiem, i nagle słyszę jak rozmawiacie.."
No i się okazało, że najpierw grzecznościowo Pani Asia, a po chwili po swojskiemu Asia przyjechała tu -ile to ona powiedziała lat temu?-nie pamiętam. Ale przyjechała. Była au pair 2 lata o ile się nie mylę zaraz po studiach. I jak wróciła, to chyba właśnie w Polsce poznała swojego męża z Ameryki. A trzy miesiące temu im się córcia urodziła! I w trakcie rozmowy oczywiście zaznaczyła że nie zamierza wychowywać jej na takiego amerykańskiego bachorka, jak my mamy (Karolina 2 a ja 4 potworki), tylko ona to po polsku zrobi! I to jej się chwali, a co!:) No i "za jej czasów" $450 się dostawało...na miesiąc o_0 Tak tak, my z Karoliną byłybyśmy już pewnie martwe za te grosze, choć wtedy to i na pewno inaczej dolar stał więc koniec końców, na pewno nie wychodziły tak źle:P Właśnie mnie słownik poprawił, że "na pewno" to osobno się pisze:P Hehehe sklerka, nie ma co! No ale mamy plan skarpety...od kolejnego tygodnia:P
A wracając do Asi, to oczywiście numer podała, więc z pewnością się odezwiemy. Miła kobitka a tu tak stosunkowo mało polek jeśli chodzi o Virginię...więc trzeba się trzymać razem. Angielski mamy wszędzie indziej:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz