środa, 11 stycznia 2012

Honeymoon is gone.

Dzisiaj do mnie dotarło, że mój "miesiąc miodowy" naprawdę się skończył. Zastanawiałam się już od końcówki zeszłego tygodnia, czy powoli nie nadchodzi moment kiedy przestanę być nową personą w domu mojej host family, kiedy spory przestaną być ciche i tak dalej. No i masz. Dzisiaj już jestem pewna, że to właśnie nadeszło. Codziennie rano kłótnia na całego. I can`t believe! Really, it is totally misbehaving! Dzisiaj po raz trzeci Deena pokłóciła się z Devinem, a właściwie on nakrzyczał na swoją mamę bo Maria włożyła mu blueberries do płatków (jak codzień od miesiąca na życzenie Deeny), ale nie to jest najgorsze o nie nie. Najgorsze jest to, że on codziennie rano musi się męczyć kiedy zje wszystkie płatki, żeby z dna miseczki wyłowić te "fuckin` blueberries". Uwierzycie? 20 minut wyzywał, że musi się z tym męczyć. A ja mu podsunęłam, że mógłby łaskawie zamieszać łyżką w misce niż czekać aż coś samo się pojawi na horyzoncie, albo nie wlewać aż tyle mleka. W końcu Deena go uspokoiła i powiedziała, ok, więc umowa jest taka. Maria będzie kładła jagody do innej miski, a on musi wszystko zjeść. Szczerze? Myślałam, że po użyciu sformułowania "fuckin` blueberries" młody wreszcie dostanie w pysk, bo wyzywał swoją mamę tak, że to sie w pale nie mieści. A ona wyjechała z drugą miską. Mi to obojętne czy on będzie jadł z jednej miski czy z dwóch, czy w ogóle zje te jagody. Problem leży tak naprawdę w tym, że on ich nie lubi ("ale ma jeść bo będzie zdrowy"-jak mówi Deena)i zawsze wymyśli coś żeby ich nie zjeść. Tak samo jak zawsze wymyśli powód, dla którego warto na kogoś nakrzyczeć. Wczoraj Deena robiła za niego referat, drukowała te strony, które napisała i w ogóle...Wszystko za niego. Nie wyobrażam sobie tego w Polsce. I kiedy poprosiła Devina żeby zaczął czytać każdą stronę, żeby chociaż wiedział  co powiedzieć o cukrach, on zaczął na nią wrzeszczeć, że to nie jego sprawa, ten gówniany referat go nic nie obchodzi, i nie obchodzi go to że jego mama ma jakiś problem z drukowaniem, w końcu to jej sprawa. A on nie ma zamiaru marnować na to wszystko czasu. O ja pierdziele..i znowu ona za czyna spokojnie mu tłumaczyć..a on wybiega z taaaakim wielkim pyskiem. Pomyślałam sobie..ooo bratku zrobiłbyś tak raz w Polsce i dostałbyś jednego szybkiego, następny byłby jak tylko otworzyłbyś buzię. I nie mówię, że u nas jest tak źle, bo nie sądzę, że rodzice w Polsce dają ciągle po pysku swoim dzieciom za pyskowanie, ale też dzieciaki w Polsce-nawet te, które myślisz że pyskują- one tylko mówią. W porównaniu do amerykańskich"pociech"?Boże, przepaść! Totalny obłęd. To już nawet nie jest pyskowanie, ja się zastanawiam kiedy Devin ją uderzy.
Ale kiedy w końcu Devin z mamą wyszli z domu, ja zostałam z pozostałą trójką. Lauren (6) jest łatwo nauczyć, że coś zrobiła źle, wystarczy zakaz komputera albo nooka. I dziś była pierwsza na dole(zazwyczaj ostatnia), więc o mało się nie przewróciłam. Bez żadnego focha od rana. Olaboga co się dzieje! Założyła płaszcz, buty i usiadła do śniadania. Zero konfliktów nic. Ja nic nie mówie oprócz tego: "Lauren you`re doin` great today". And she answered: "Yes, Maria that`s my plan. I am staying out of problems, so I will play my computer." Będę się modlić o taką codzienność z jej strony. Kolejna z trójki dziewcząt to Megan (8). Chyba najmniej problemowa z wszystkich dzieciaków, ona mówi codziennie "nie mieszajcie mnie w wasze sprawy"/"ja nie potrzebuję problemów, mam zamiar grać na komputerze". Ale oczywiście czasem coś jej się odmieni-myślę że przez obserwowanie starszego rodzeństwa-i zaczyna robić na złość, kłócić się o bzdury itd. Ale generalnie rzadkość.
No i Katelyn, która bierze przykład ze swojego brata. A właściwie nie wiem czy bierze z niego przykład, czy po prostu jak to bliźniaki mają pewne cechy wspólne. Szkoda tylko że to te najgorsze trzeba pomnożyć razy dwa;/ W każdym razie Kate dziś zaczęła od tego, że ona nie wie gdzie jej mundurkowe spódniczki. Powiedziałam jej, że jeśli wczoraj była jakaś w praniu to napewno powiesiłam na wieszaku i powinna szukać w jej "klozecie"(and.closet). No ale w jej klozecie nie było, więc poszłam na górę, zajrzałam do pralni i widzę na samym wierzchu góry wysuszonych ciuchów jej spódniczkę, i wkurzyłam się, że amerykańce niby tacy zaradni i zapobiegawczy, a jak przychodzi co do czego to w ogóle nie myślą. Jak wczoraj z laptopem Lauren, poszłyśmy do samochodu, a ona niby już wszędzie szukała i nic. Spytałam:"szukałaś pod siedzeniem?" I usłyszałam: "Nie bo tam nie kładłam, więc nie będzie", przez 5 minut jej tłumaczyłam, że może by tam zajrzała a ona sie upierała, że napewno nie więc wracamy do domu. Powiedziałam jej ok, ale ja nie będą z nią wracać jeśli mama jej powie że jest pod siedzeniem. No to weszła spowrotem do samochodu, nachyliła się-czego wcześniej nie chciało jej się zrobić- i słyszę:" Oooooh! Maria! How did you know? You`re the best! How did you realized that..."- przerwałam jej mówiąc: "Just thought.". Wracając do Kate, to po spódniczce przyszła nareszcie na śniadanie i co? Wzięła przykład z brata i zaczęła marudzić o jagodach..To już był koniec postanowiłam, że jej nie podaruję i powiedziałam: "więc może łaskawie rusz łyżką i jestem pewna że uda ci się dokonać tego wielkiego odkrycia, zobaczysz że jagody się wtedy pokażą. Nie masz trzech lat i nie zamierzam równiez tobie tego tłumaczyć"
K: "to po co mi je tu kładziesz?"
J: "wedle mnie nie musisz ich jeść, ale twoja mama poprosiła mnie już pierwszego dnia o to, żeby dawać wam jagody codziennie do płatków, bo zawsze tak jedliście, i nawet jeśli będzie problem macie je zjeść, jeśli nie chcesz, możesz iść i ją o tym poinformować, a nie mi robić problem. Łatwiej ci będzie jeśli od razu weźmiesz ze sobą nooka, żeby jej go oddać"
Wyszłam z kuchni żeby spojrzeć czy Mrs.Lock już czeka na podjeździe, a że jeszcze jej nie było upewniłam się że Meg i Lauren są gotowe. Kiedy wróciłam do kuchni Kate kończyła jeść. I usłyszałam: "Maria, I am sorry, I won`t do it again. I know you`re trying, and you`re great".
I to by było na tyle.
Muszę wreszcie kupić im te marbles.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz