Maaatko! Już kolejny tydzień przeleciał, a ja nawet nie wiem kiedy. Niby jakoś zaglądałam do tego internetu, ale nie chciało mi się nic pisać, bo też za bardzo nic ciekawego się nie działo. Jako, że kupiłam sobie buty sportowe (nareszcie), zaczęłyśmy z Karoliną ćwiczyć. Codziennie, nawet jak nam się nie chciało, nawet jak to pół godziny wieczorem miało być. Po położeniu "dziecków" od razu wyginałam, żeby się przebrać, a później już mnie nie było. Wczorajsza Zumba, po odpracowaniu godzin wolontariackich w REC już mi się daje we znaki. Niby to 55 minut...Ale jakie męczące. Samba, salsa, rumba, tango, nawet jeden bollywoodzki...O jaaaa! Ale było świetne, a ile kalorii zapewne spaliłyśmy:) A jako że nie musiałam jednak zawozić koleżanki na airport , Karolina zmotywowała mnie do poćwiczenia jeszcze w gym-tych naszych mięśni, których jeszcze nie mamy..a które dopiero się urodzą (hopefully!):D I niby to na pół godzinki chociaż, a to była godzina i trochę! Tak to się rozćwiczyłyśmy:) I nawiązały się nawet kontakty damsko-męskie, a dokładniej biało-czarne. Nie ma co! "Holland?"
"-Poland"
"aaaa Poland. I watch football. This year you guys have EURO? You organize it right?"
Ohh yeah:D Co za obeznanie, bo przecież Ameryka generalnie piłki nożnej nie ogląda. Oni mają to swoje Super Bowl-btw dzisiaj-i tym się bardzo jarają. Z tego względu moja host family urządza imprezę dla dzieciaków..mamy piękny torcik, w kształcie ichniej piłki, oczywiście w kolorach NY Giants, kubki i talerzyki tez... i tak dalej i tak dalej..
A oprócz kontaktów powyższych, ćwicząc rozmawiałam ze starszą panią, której mąż jest naukowcem, a ona sama organizuje wystawy. Pracują razem, robili je na przykład w Egipcie i tak dalej. Zwiedzili kiedyś Kraków przy okazji jakiegoś zjazdu naukowców na Uniwersytecie, a później łowili ryby na jakimś jeziorze na Syberii, a nie wiedzieli, że te ryby to jakieś zagrożone gatunki..No ale co mieli zrobić jak już jedną zadźgali? No zjedli. I niestety musieli słono za to zapłacić...No i takie tam historie mi opowiadała...
Jakby się obejrzeć dookoła, to z tych starszych pokoleń ludzie wiedzą trochę o Polsce,a naprawdę dużo Amerykanów ją odwiedziło co mnie za każdym razem zaskakuje. I bardzo bawi mnie kiedy ludzie różnych narodowości-bo nie tylko Amerykanie- próbują zgadnąć jakim to językiem ja i Karolina się posługujemy. Jeden Pan zaczął od razu od "Dzień dobry"...ale później nawijał po rosyjsku, na co mu powiedziałam moim angielskim, że niestety ze mną po rosyjsku nie pogada, ale dzień dobry było ok;)
Taak znam to: Holand? noo Poooland! ;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń