Stwierdziłam, że przejrzałego jabłka nie da się już odratować. Można je jedynie wykorzystać w inny sposób, który wcale nie musi być gorszy w efekcie. A więc podeszłam do dzieci po amerykańsku. Z nutą polską kiedy trzeba. Nikt na głowę mi nie będzie wchodził! Co to to nie. Chcą, to niech wchodzą mamie jeśli jej to nie odpowiada. I "also", jeśli jej to odpowiada to mogę z nimi gadać o byle czym byle gadać, żartować i śmiać się tym uśmiechem amerykańskim. Oraz drugie "also" mogę im pozwalać na to wszystko co nie zdrowe. Pewnie, chcecie -jedzcie snacków ile chcecie. To nie ja przytyję. I pewnie, że może mi być to obojętne, bo to nie są moje dzieci. Chcą krzyczeć, niech krzyczą. Ale na swoją mamę. Bo ona im na to pozwala. I don`t care anymore!. Uśmiech amerykański numer tysiąc pięćset sto dziewięćset! I wszystko załatwione. Tak się tutaj spędza dzień. Żadnych problemów. I właściwie nie uciekłam przed nimi w iście amerykańskim stylu, po prostu przestałam się przejmować. Ja tu tylko pracuje. Owszem, z dziećmi mogę się zaprzyjaźnić, bo czemu nie, ale przyjaciele na głowę sobie nie wchodzą, przyjaciele nie TAK do siebie mówią. Przyjaciele starają się obopólnie dla siebie (oprócz oczywiście tego że razem piją szampana). A więc: deal? Deal. Dzisiaj było ich chyba z 5.
A jakby kto jeszcze nie dosłyszał po raz tysięczny, to "Dżajanci" wygrali! Yeah!... Bo my tu mamy Super Bowl. Więc cały wczorajszy wieczór słychać było wrzaski Devina, jak to dzielnie kibicował zamiast iść spać. Więc dziś, choć rano przywitali mnie zwłoki, to były to nadzwyczaj uśmiechnięte zwłoki! "Maria!Maria, do you know?".."Yep, I know, they won!"...I zaczął mi opisywać..(jakbym nie widziała, ale musiał się chłopak nacieszyć:P) W każdym razie, tak jak zawsze robił mi na złość i tak jak nie chciał się do mnie odzywać, tylko wtedy kiedy musiał- tak zaszła jakaś zmiana. Przed bus stopem, zrobiłam zakupy w Giant. Cały samochód był zawalony, no bo przecież to na 7 ludzi i na parę dni. Ooo i już nabiłam 40 centów mniej za jeden galon paliwa (czyli prawie 4 litry) na stacji Shell!W Polsce właśnie Lidl to wprowadził! Opłaca się bardzo, więc róbcie jak najwięcej zakupów tam i jazda po tańsze paliwo!...-No i kiedy wsiadł do samochodu usłyszałam "Hooooly cow!" (tu się pojawiło upomnienie wzrokowe za wyrażenie, którego nie powinien użyć, choć ja tam osobiście nic złego nie widzę w "świętej krowie":P)-i stwierdził.."Tooooo wydałaś kasy..". a ja mu na to:"noooooo to masz co jeść":) I po wyj..wait wait wait! Muszę wam pokazać jak wyglądała moja podróż na autobus, całe 12 minut:
Przedbiegi, z pozdrowieniami dla Anity!:):)Mniam!
Tak to wyglądało już na pierwszych światałach:P
A tak, kiedy się zatrzymałam na tym niby "przystanku":D
Ale to zarazem był efekt końcowy bo ta babeczka była tak duża, że więcej mi się nie zmieściło. Poza tym zmieniłam mój sposób odżywiania się:P
No i ta kawa mi się gratis dostała! Bo kupiłam całą paczkę ziaren kawy do zmielenia, więc mi się należał dodatek:)
...No a więc już pod domem, kiedy wysiadłam nawet nie musiałam się prosić o wzięcie paczek. Chłopak zabrał się sam do roboty, nawet później porozkładał wszystko po szafkach...Nie ma co, chyba już teraz postanowił pracować nad zarobieniem czasu tv, żeby obejrzeć kolejny mecz:P
I było śmiechu co niemiara przed pójściem spać, bo przygotowałam mu wodę z solą jako płukankę, bo mu się afta w buzi zrobiła i całe usta ma spuchnięte..a zeby dostać coś konkretnego to do lekarza trzeba iść.. No i on tę osoloną wodę zamiast wypluwać połykał:D Hahah. Jak się skapnęłam, to mówię: a kiedy ty to wyplułeś? Czy mnie oszukujesz, i nie wypłukałeś jeszcze? A on mi na to: "To ja nie muszę tego pić?"..No nie ...ponad pół szklanki już wciągnął..A ta woda była od tej soli aż biała...Więc dlatego jeszcze przed użyciem mi jęczał...Ja nie wiem, czy amerykanie są na tyle głupi żeby nie wpaść że wystarczy wypłukać usta i gardło, a nie trzeba tego pić?Nie powinno się. Taaaka ilość? Tyle soli? Dajcie żyć! A oni zawsze tak robili. Dopiero ja ich dzisiaj oświeciłam że to służy tylko do płukania i wyplucia...Gosh. I posmarowałam mu te spieczone usta tribioticiem jeszcze z tej najkochańszej naszej Polski przywiezionym:) Zobaczymy czy to w ogóle coś da, ale wygooglowałam, że niektórym ludziom kiedyś tam pomogło...
A kładzenie ich spać dzisiaj na mnie spadło..Więc nie było miło, bo Megan i Lauren zaczęły się wykłócać o Bobika, Jakby ktoś nie wiedział oto on i ja z Megan w trakcie dzisiejszej kąpieli:
Marija, Teddy i Megs (prosz nie patrzeć na moje `kłaki` i uśmiech numer tysiąc pięćset sto dziewięć set! a wtedy będzie całkiem całkiem)
A czemu się kłóciły? A bo wczoraj Teddy spał u Megan, więc dziś miała go mieć Lauren. Ale kiedy Megan zaczęła płakać w niebo głosy, Lauren, najmłodsza o największym sercu wzięła klatkę, zadarła nosa i poszła do Megan mówiąc: "możesz go wziąć". Położyła klatkę, położyła psa i wszyscy wrócili do łóżek (bo oczywiście trzeba było zobaczyć czy ktoś się na kogoś nie rzuci przypadkiem:P)wydawałoby się zadowoleni. Zacyznam czytać znana już książkę: "one fish, two fish red fish blue fish" (by Dr. Seuss)...a Lauren w bek. Tak się rozpłakała, że to była jej kolej i tak dalej...i było jej przykro strasznie. A wtedy Megan wyleciała z pokoju jak z procy bo doszła do wniosku, że właściwie to fair będzie jeśli Lauren go weźmie, bo ona już go miała....Matko..Można się w tym zgubić. I zaczęły licytować kolejny dzień...A wtym czasie mądry Teddy..jak wyleciał z klatki..pognał na dół ile sił i nie dał im się złapać...Zrobił co trzeba na zimnym dworze i wrócił, ale o nie, nie. Nie miał zamiaru spać w żadnym z ich pokojów. Nie myślcie sobie! Więc po 10 minutach gonitwy w końcu go złapałam..no i chcąc nie chcąc musiałam zanieść do klatki w pokoju Lauren...A dziewczynki chyba zrozumiały, że on nie ma zamiaru więcej tam sypiać. U żadnej z nich.
Co za entuzjazm. Niedługo z klatki wyskoczy.
Teddy po prostu tęskni za towarzyszką z dołu, Rosabell..
Teddy po prostu tęskni za towarzyszką z dołu, Rosabell..
Poor Teddy...Tak mi go żal. Ale co zrobić na amerykańskie bachorzątka.
Jednak zareagowałam! Jak Deena wróciła i powiedziałam jej, że Teddy uciekł i nie chciał spać u żadnej z nich tylko kręcił się w pobliżu dawnego miejsca, przy Rosabell..ta w końcu też zrozumiała i zarządziła co następuje: Okej Maria, więc od jutra choćby się waliło i paliło nikt z nim nie śpi.
Yeah! Uratowałam cię Teddy! Czyż nie jestem najlepsza??:)
***
BTW teraz tutaj mamy takie o to motto do zapamiętania:
"Sticks and stones may break my bones but words will never hurt me."
["Kije i kamienie mogą złamać moje kości, ale słowa nigdy nie zrobią mi krzywdy]
Sleep well guys!
ten psiak to naprawde biedny jest z tymi dziecmi :P
OdpowiedzUsuń