No nie. Dziś to już przesadziłam:P Jeszcze ktoś patrząc na mnie mógłby pomyśleć, że się totalnie zamerykanizowałam..Ale biegałam po sklepach szukając walizek, ładnych parę godzin, w ręce wpadło mi jeszcze masę dodatkowych rzeczy, ale przynajmniej prezenty dla bliskich już mam z głowy:) ..więc jak wyszłam od Marshallsa-przeszczęśliwa bo wybrałam walizkę do bagażu podręcznego(i "jeszcze tylko" duża mi została :P ), to pierwszym co mi się rzuciło w oczy było logo WENDY`s...Głodna jak wilk, wsiadłam do samochodu i popędziłam. Zamówiłam COMBO, i już miałam jeść na parkingu ale mi się przypomniało, że biedny Noodle siedzi zamknięty w więzieniu-kuchni- przez ten cały czas, i jeszcze dziś go nie wyprowadziłam.. Więc wygrzebałam cheeseburgera, coke i fryty z papierowej torebki i szamałam po drodze, tak za kółkiem. I aż mam za to wyrzuty sumienia, wszystko tak obtłuściłam, włącznie z moimi jeansami..że później musiałam jeszcze w samochodzie ogarnąć.. Ale własnie trzeba podkreślić, że Amerykanin by się nie przejął i nie posprzątałby...I coby rozwiać wszelkie wątpliwości, to sama się zdziwiłam ale był to mój 4 cheeseburger od czasu kiedy tu jestem. Więc myślę że nawet gdybym została tu dłużej to nie poszłabym w ich ślady.. aczkolwiek znam kilka dziewcząt, które niemalże podwoiły swoją wagę tutaj..(ale to nie polki, polki o się dbają i chwała im za to!):)
I doszłam do wniosku że kupię Tylko jedną dużą walizkę i małą do bagażu podręcznego, a resztę wyślę drogą morską, bo to się bardziej opłaca aniżeli kupowanie walizek i jeszcze opłata za dodatkowy bagaż, gdzie każdy kolejny to $170 (bo 2 walizki mam wliczone). Tylko tak jak już powiedziałam małą mam z głowy, przeszczęśliwa bo znalazłam TOMMY`ego. Ale teraz właśnie za dużą taką samą muszę się rozejrzeć, albo mieć nadzieję że do Marshallsa przyjedzie albo poszukać w necie.
Mathilde moja się dziś dowiedziała o moim powrocie..i się rozpłakała. Kochana "Franca":)..I zaproponowałam jej wyjazd do National Aquarium w Baltimore w niedzielę, bo hostka tam jedzie i powiedziała, że może mnie i jeszcze kogoś podrzucić..ale zastrzegłam że ta przyjemność kosztuje ok.$30..-wejście do akwarium-więc myślałam że usłyszę nie, a ta mi sypnęła zdaniem.."Even if I need to pay $100, with pleasure, I would like to spend the last time with you, wherever"("Nawet jeśli musiałabym zapłacić 100 dolców, z przyjemnością, bo chcę spędzić z tobą ostatnie chwile, gdziekolwiek")
Aaaaa! Będę tęsknić za tą kobitą!! I za "Bonjour miss Maria"..; "You`re silly Maria"...Aaaa! I też się popłakałam. Ale co tam odwiedzę ją w tej Francji, godzinę od Belgii! Jak tylko wróci ze Stanów...
I najgorzej właśnie to sobie wyobrazić.. ja wracam a Chrystelle i Mathilde będą tu cały czas, będą patrzyły co robi Lianne, będą razem gdzieś jeździły zapewne, zabierały wszystkie "dziecioki" na wycieczki, pikniki, do kina i tak dalej..i będą miały fun.. A ja będę zazdrosna że nie mogę spędzić już tego czasu z nimi i z Lianne w szczególności..
Ale studia czekają..
I byłam w szoku, kiedy moja host mom stwierdziła, "Ty będziesz chyba mogła od rana w poniedziałek 16tego wozić jeszcze Lianne na zajęcia? Choć ja i tak wcześniej wrócę i cię zawieziemy na lotnisko".. A mi kopara opadła do ziemi..Bo przecież poprzednia au pairka musiała dzwonić po yellow cab, i ja tego oczekiwałam:P Ale niesamowicie miło mi, że chcą mnie tam pożegnać.
A kiedy wracasz? Bo chyba rok Ci jeszcze nie minął?:)
OdpowiedzUsuńWłaśnie ja coś się zamieszałam w tym wszystkim, bo nie jesteś jeszcze rok USA i już wracasz?:)
OdpowiedzUsuńObjaśnisz nam troszkę?
wracam do Polski, głównie ze względu na studia:) Ale myślę, że jak dobrze pójdzie to wrócę tu już w przyszłe wakacje, jednak w troszkę innej formie:)
UsuńWracasz? :O no ale z tego co wywnioskowałam, to nie miałaś w planach powrotu wcześniej... czy miałaś?
OdpowiedzUsuńPogubiłam się z tym wszystkim ;)
Masz taką super hf, że szkoda jej opuszczać :(
a my tu w Polsce czekamy!!!:):):)
OdpowiedzUsuń