czwartek, 14 czerwca 2012

Już prawie wakacje!..ale nie dla mnie:P

Jutro zakończenie roku szkolnego! Co wiąże się z dodatkową organizacją dzieciakom jakichś zajęć na każdy dzień, na każdy CAŁY dzień. Piszę w liczbie mnogiej..bo już mi Chystelle wierci dziurę w brzuchu, że koniecznie wszystko razem z jej dzieciakami trzeba zaplanować.. A problem w tym, że Lianne lubi z nimi przebywać ale nie codziennie po 5-6 godzin. A i nawet moja cierpliwość czasem może się wykończyć..więc świetnie ją rozumiem. Jedyne zbawienie dla nas obu to dobra wymówka jaką jest tenis i pływanie-bo te chyba Lianne będzie miała codziennie. Tak to tu jest w wakacje. Ale przynajmniej baseny są otwarte, a przy tych letnich upałach, które już dały o sobie znać-a ma być tylko gorzej- to zbawienie...I ucieczka od tego wszelkiego wrednego milimetrowego robactwa. Jak ktoś myślał, że w Polsce jest tego dużo-tak jak ja któregoś roku- ..to się grubo mylił. Tutaj pod tym względem jest totalna masakra..Są wszędzie. Dosłownie. I nie mam pojęcia jak to się dzieje...:/
Projekt Cities dla Lianne skończył się wczoraj bardzo pozytywnie. Trwał 3 dni w ciągu każdego z ostatnich dwóch tygodni. I chyba o tym nie mówiłam więc trochę teraz streszczę. Zamiast lekcji ekonomii i wiedzy o społeczeństwie, nauczyciele wymyślili Cities. Czyli takie monopoly namacalne. Dzieciaki mogły ubiegać się o pracę na etacie albo wymyślić swój biznes, i tak miały działać przez 6 dni. W razie gdyby biznes nie wypalił w pierwszym tygodniu, w drugim mogły przyjść z czymś innym po konsultacji z nauczycielem. Oczywiście, byli bankierzy, policjanci, lekarze i tak dalej. Była własna waluta- pieniądze zaprojektowane przez dzieciaki. Byli agenci kredytowi. Bo dzieciaki musiały z pensji, płacić rachunki, albo wynajem lokalu pod biznes i tak dalej. Jesli kogoś nie było stać, musiał się zapożyczyć. A później oczywiście spłacać z dochodu. Oraz  agenci ubezpieczeniowi.

Co jako biznes? Każda z klas mogła mieć tylko 2 osoby produkujące żywność(był popcorn, mini kiełbaski w cieście, ciastka, herbatniki i tak dalej..). A reszta z indywidualnych przedsiębiorców musiała być bardziej kreatywna. Moja Lianne robiła bransoletki z duct tape (oryg. w kolorze metalowym służy do uszczelniania instalacji bo jest ponoć niezawodna i bardzo dobrze trzyma ale dzieciakom zaczęła służyć do robienia portfelików, bransoletek, torebek, hamaków a nawet ubrań itd.-pogooglujcie sobie;) więc zaczęto produkcję wszystkich kolorów tęczy)
                                     
Na bransoletkach oczywiście różne napisy takie jak "My BFF" ; "I love bacon" -które schodziły najlepiej ; "Tiger Sharks"-grupa pływacka; ...i masę masę innych których już nawet nie pamiętam. 
Pierwsze dwa dni były dość marne i była trochę załamana, że jej nie wychodzi bo zarobiła 11 tych ichnich pieniędzy, a później 20, podczas gdy sąsiad robiący metalowe żołnierzyki zarobił 200 już pierwszego dnia. No i miała przecież kredyt.. Ale w drugim tygodniu to już poszła super! Jedyna różnica, że jej przedmioty kosztowały 3. a jego 8-12. Więc sporym osiągnięciem wczoraj było zarobienie 78 i to już było na czysto, bo po wtorkowym zarobku Lianne spłaciła kredyty.
Dodatkowo każdego dnia w zeszłym tygodniu kiedy dzieci miały handel tylko we własnej klasie- losowano imię i katastrofę. No i niestety-jak w prawdziwym życiu..jak ktoś nie miał ubezpieczenia, to jego "zakład został zmiażdżony przez monster trucki" i został z niczym. Albo "spalił się i mu skóra odpadała" ale akurat miał ubezpieczenie zdrowotne więc nie było tak źle. Coby było śmieszniej to agenci ubezpieczeniowi sami musieli wymyśleć co się może stać. Więc jak widać..dla mnie wygrał monster truck!:D 
***
A tak u mnie...to znów Victoria`s Secret ze mnie wysysa...albo raczej z mojego piggy banku (świnki skarbonki)...uch... No nie mogę, po prostu akurat temu sklepowi się oprzeć. Ale co tam! Ładna, porządna bielizna naprawdę potrafi dowartościować kobietę. I to myślę bardzo ważna informacja dla panów-którzy mogą sobie z tego nie zdawać sprawy!..
Ale na horyzoncie jeszcze kiwają mi się odwiedziny Pandory... Może maja jakiegoś beadsa amerykanckiego co bedzie mi przypominał o tym czasie:)..a może i niejednego..;)

8 komentarzy:

  1. My coś takiego mieliśmy na przedsiębiorczości w liceum ale było o wiele mnie rozbudowane bo trwało tylko jedną lekcję. Wszyscy wtedy produkowaliśmy i sprzedawaliśmy papierowe kaczki, już nie umiem ich robić:p A z tą taśmą, czy to chodzi o tzw taśmę Mac Gyvera?

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem:P Możliwe jak się tak zastanowić:) tu to po prostu duct tape:D a nazwy "taśma mc gyvera"nigdy tutaj nie słyszałam:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja podpisuję się pod Agnieszką :) również miałam coś takiego i trwało zaledwie dzień :) myślę, że ta wersja amerykańska jest o 100% lepsza, przede wszystkim uważam, że to dobry pomysł wprowadzić taką zabawę, która uczy dzieciaki i jest kreatywna. Wbrew pozorom wątpię, czy w PL coś takiego by przeszło... zastanawiam się, czy nauczycielom chciałoby się tak angażować w to wszystko.

    Victoria's secret ^^ mają też świetne buty i zapachy! Otworzyli mi go tuż pod nosem, w Sky Tower, we Wrocławiu i teraz nagminnie chodzę i oglądam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. achaaa! a odnośnie VS, to przeczytałam, tu:
      http://kobieta.wp.pl/kat,59114,title,Victorias-Secret-otwiera-sklep-w-Polsce,wid,14301493,wiadomosc.html?ticaid=1ea57&_ticrsn=3
      że tylko w wawie jest sklep w złotych tarasach? Perfum sobie też kupiłam, ale jeszcze jeden za mną chodzi, niesamowite zapachy;)

      Usuń
  4. To prawda. Myślałam o tym, że rzeczywiście fajnie w te ostatnie dni szkoły szczególnie, wdrożyć naukę z życia wziętą a jednocześnie taką która gdzieś tam w szkolnych podręcznikach jest spisana.
    Ale tutaj do takich rzeczy jest ten potrzebny zapał i zaangażowanie rodziców, nauczycieli, wolontariuszy (którymi moggą być członkowie z rodziny, au pairki itd)..No bo który tatuś w Polsce powiedziałby dziecku: może przetopimy trochę metalu i będziesz sprzedawał figurki?
    Najzwyczajniej w świecie uznałby że za wiele z tym zachodu... I to jest smutna prawda.
    A jesli chodzi o fundusze..to niektóre dzieci robiły również figurki z papieru origami i tak dalej. Więc zawsze można znaleźć cos na swoją miarę a szkoła zastrzegła sobie że to ileś tam dolarów przekroczyć nie może.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale zajebiście! Z każdą notką coraz bardziej zazdroszcze ci Twojego pobytu tam.. Chcę do Ciebie Majuś!:))

    OdpowiedzUsuń
  6. moja:* Izabella wsiadaj w ten cholerny samolot!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. No dokładnie, w PL w życiu coś takiego by nie wypaliło. Jak byłam au pair w Hiszpanii, to widziałam dużą różnicę między stosunkiem ojca-syna w PL, a w Hiszpanii. Tutaj tato pomimo pracy, zabierał dziecko na rower czy na rolki i szli razem do parku. Liczyła się zabawa i czas spędzony razem. A w PL, raczej nie za często widzi się uśmiechniętego ojca, który razem z dzieckiem gra w piłkę albo jeździ na rolkach.

    OdpowiedzUsuń