A więc wraz z Chrystelle (jako że Mathilde była w NYC) zabrałyśmy "nasze" dzieciaki do Waszyngtonu.. Pozwiedzać. I wcale mnie nie dziwi, że metro było największą atrakcją, a nie samo muzeum- ale na tyle chodzenia, taaaki upał to wykazały się nie lada cierpliwością i wytrzymałością:D
Metro-Surfing:D
Oryginalne, z pewnością już przeterminowane produkty, którymi zajadał się Woodrow, na naszych półkach takie same:)
modern-lodówka:)
Dzieciaki miały frajdę grając na pianinie, które stało w Białym Domu.
No, takie musi być:)
Rzuciłam okiem na półkę i nagle olśniewająa myśl: O! Ja to znam! Nawet od Polonii prezydent otrzymał prezent jak widać.
No kolejne, które musiało być:D
A na zewnątrz odwiedziliśmy Cypr...
..Chad..
I Chiny oczywiście:)
A także parę innych jak Myanmar, Irlandia i tak dalej:) A wszystko to jednego dnia:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz