środa, 15 lutego 2012

Valentine`s Day

Jak w typowej amerykańskiej rodzinie, host family u której ja rezyduję nie omieszkała świętować Walentynek. Choć za bardzo nie było się kim cieszyć w tym roku, bo przecież moja kochana połówka w Polsce, pozwoliłam się cieszyć tym dniem dzieciakom. Żeby nie czuły się tak zwyczajnie, bo to przecież wielka feta (!) w USA, stwierdziłam że urozmaicę trochę posiłki na różne sposoby. Śniadanie:
Taa daaam! Wszystko różowo-czerwono-serduszkowe. Kompletny szał, ale tutaj też wszystkich akcesoriów jest po dziurki w nosie. Przereklamowane to święto jak dla mnie. No ale przecież nie swoje pieniądze na to wydałam, a dzieciakom było miło. Każde wchodziło do kuchni tak normalnie, jak co dzień-śpiąc jeszcze niemal, przeciągając się, a jak stanęło przy stole to nagle zdawało sobie sprawę że coś jest inaczej i było: "Oooooohhh!Beautiful!This is the best breakfast ever!" Itede, itepe. Dostałam od nich prezent: pluszowego misia przebranego w kostium pszczółki, a zamiast skrzydełek ma serduszka:) Nie wiem czy to przypadek, czy rzeczywiście znają "Pszczółkę Maję":) heheh i kartke, a jak ją otworzyłam to wypadła karta do Starbucksa. Jednak najbardziej mnie ucieszyła kartka, każde coś tam od siebie napisało. I tak na przykład Devin użył słów: "thank you for handeling us. Love:)it`s hard:)" Taak, zrobił literówkę, ale nie ma to znaczenia, chodziło mu o "handling" A po śniadaniu wkulnęłam się do łóżka i poszłam spać. Na 11 pojechałam do REC, odpracowałam godzinę z Karoliną, która też się załapała na Walentynkę ode mnie:) Zostawiłam jeszcze coś tam na biurku Shawny, i wróciłam. Tak sobie coś porobiłam, później znów czas pracy, jak dzieciaki wróciły. A na kolację dzieciaki miały frajdę z robienia pizzy, ciasto oczywiście kupiłam, ale wycięłam każdemu kształt serca.
Duuużo smaczniejsze niż te kupne muszę stwierdzić! I na deser, duże chocolate chip cookie w kształcie serca, które własnoręcznie zrobiłam, w USA czyt.kupiłam masę, rozsmarowałam, upiekłam i przystroiłam:) Heheh
Ale szczerze mówiąc, wolałabym to wszystko przygotować w Polsce, dla moich bliskich, bo tutaj to nie miało większego znaczenia, mogłabym się wtedy naprawdę tym cieszyć widząc radość osób na których na prawdę mi zależy. Oczywiście widziałam, że dzieciakom sprawiło to jakąś tam radość i mnie też to ucieszyło, ale co swoi bliscy to swoi! Kocham was kochani!

1 komentarz:

  1. a to oni od razu juz rezerwuja miejsca w samolocie? :) myslalam, ze to sie robi podczas odprawy online... przynajmniej tak pisze na stronie BA :)

    kurcze ja to mam zawsze problem z pakowaniem =/ a w sumie juz za 2 tyg bede musiala to robic...

    no wlasnie zaczynam sie juz denerwowac... jakos jeszcze do mnie nie dociera ze za 2,5 tyg bede leciala do NY

    OdpowiedzUsuń