poniedziałek, 6 lutego 2012

Niedziela ciąg dalszy.

Czyli Super Bowl Party. Nie wiedziałam co to znaczy, ale teraz już wiem. Rozwydrzone dzieciaki tylko w jeszcze większej liczbie + junk food + sodas (czyli im więcej cukru w organizmie, tym więcej energii i jeszcze większa nadpobudliwość) + mnóstwo śmieci + mnóstwo błota (jeśli ktoś ma wielki ogród a w nim trampolinę) + bieganie, skakanie, wrzeszczenie (jak to u nas na Euro:P ) + więcej reklam niż gry + Madonna, którą lubiłam jako dziecko, i może jest sobie jakąś tam ikoną, ale występy kiepskie, wielka kiczowata aranżacja..skrzydła i te duperele... muzyka kiepska choć i tak podłożona, bo przecież przy tylu ruchach to by się kobieta zasapała do tego mikrofonu... + Radocha kibiców drużyny wygranych + i niestety łzy kibiców Patriots.




*** Aaach! Uaktualniłam wreszcie notkę o wiosce Amiszów, wrzuciłam fotki te które już mam, ale to i tak nie wszystkie. Jestem pewna że jeszcze ciekawsze dopiero dostanę:) Pozdrawiam wszystkich czytelników!:) I tymbardziej wszystkie Au Pairki, które w różnych częściach Stanów dzielą mój los:)

1 komentarz:

  1. ja w ramach protestu ogladalam maraton 'Sexu w wielkim miescie' ;D superbowl zupelnie mnie nie interesuje ;-))

    OdpowiedzUsuń