poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Historic Jamestowne

Hurra:) Spędziłam moje dziecięce marzenie:) Spotkałam Pocahontas! heheheh
Niesamowicie się tak czułam. Wiedząc, że od czasu kiedy byłam małą dziewczynką, codziennie namiętnie oglądającą bajkę Disneya -nie tylko jeden raz- albo czytającą książkę o historii kolonii brytyjskiej i indiańskiej księżniczki, minęło wiele lat, a ja ciągle chciałam tam pojechać i w końcu to zrobiłam...
Wiecie co? To naprawdę miłe doznanie. Kiedy człowiek uświadamia sobie: "cholera! Marzenia się spełniają." I wtedy masz pewne retrospekcje, wiesz już że "gdybym tego nie zrobił, gdybym o to się nie starała, nie byłoby mnie tu czy tam. Nigdy by się to nie wydarzyło. Więc warto się starać, nawet i szczególnie wtedy gdy nie jest się pewnym tego co nas czeka. Bo życie, to czego doświadczamy, co udaje nam się zobaczyć, jakie miejsca odwiedzić, to wszystko zależy tylko od nas. Od naszych ambicji, uporu i wiary w siebie. Szczególnie wtedy kiedy inni w nas nie wierzą.
I dla was to z pewnością nic. Wy, kochani, którzy czytacie mojego bloga, a szczególnie tę notkę myślicie sobie zapewne.."o czym ona mówi, to nic takiego." I owszem to nic wielkiego, Historic Triangle to niewielka wycieczka. Jednak dla mnie była to przemiła podróż. Odbyta samotnie, jednak właśnie sobie byłam - i nadal jestem- bardzo wdzięczna za odwagę. Bo kiedy już całkowicie byłam zrezygnowana z powodu marnych poszukiwań towarzysza na ten weekend..kiedy powiedziałam, że nie jadę.. Przyszła myśl: "Głupia! Zawsze tego chciałaś! Skąd możesz wiedzieć że będzie jeszcze okazja! Skąd możesz wiedzieć że tak łatwo będzie się tam dostać" I stwierdziłam: Jadę. Muszę to zrobić. Dla samej siebie. Owszem. To był mój prezent ode mnie tej dorosłej, dla mnie- tej małej, która niemal codziennie rano biegła pożyczyć od sąsiadki kasetę, a wieczorem ją oddawała. Matko! Zdałam sobie sprawę właśnie z tego,że powinnam wysłać co najmniej kartkę pocztową sąsiadce -z tego miejsca- za to, że jej kaseta mnie zainspirowała do odwiedzenia konkretnie tego miejsca.
Hehehhe.. O tak moje codzienne odwiedziny musiały być bardzo denerwujące i śmieszne zarazem:D
Ludzie, au pairki i cała reszta! Wiecie jak fajnie jest zrobić coś czego się obawiamy w pojedynkę? Wcale nie jest źle. Wcale nie jest się samemu. Jak mówi moja babcia: "świat nie torba, wszędzie są ludzie".I to prawda. Trzeba wystawić dzióbek na zewnątrz. Otworzyć się. Jest tylu ludzi, których tam spotkałam. Z którymi rozmawiałam, i którzy sprawili że było miło. Więc podsumowując ten wyjazd był strzałem w dziesiątkę. Kłaniam się samej sobie za to że to zrobiłam, bo było mi naprawdę ciężko-jako tej gadule pojechać samej- jednak..ostatecznie miło jest spędzić czas z samą sobą. 
A ile historii się nauczyłam? Ile ciekawych opowieści usłyszałam, przeczytałam? Żeby tak to wyglądało w szkole..

1 komentarz:

  1. Super notka, naprawdę motywująca do działania zwłaszcza gdy wszyscy mówią "nie rób tego".
    Dziękuję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń