sobota, 10 marca 2012

Pitu pitu:)

Hmmm..no tak zdaje się że o tym tu nie pisałam, ale kryzys z host family trwa jak się okazuje. Po mojej rozmowie z host mom jeden dzień był idealny, drugi też ale już im się znudziło. To chyba oznacza że rzeczywiście pora na zmianę. Rozmawiałam też z LCC, która mówi że z jednej strony to dobry czas-bo niewiele dziewcząt przyjeżdża ale z drugiej strony to przerwa wiosenna więc niezbyt ciekawie bo rodziny wyjeżdżają na wakacje. Jednak jest pewna, że Polka znajdzie sobie host family zawsze. Wszystko jeszcze zależy od tego jakie referencje dostanie, i tu znowu nie jest to takie oczywiste. Bo ci "mili" Amerykanie bardzo lubią być nieszczerzy i złośliwi. A moja hostka to już na pewno-co wiem od poprzedniej au pair. W każdym razie moja LCC stwierdziła, że w takim razie pomyśli czy w ogóle szukać jakiejś dziewczyny dla tej rodziny..bo nie chciałaby kontynuować takich samych problemów z trzecią dziewczyną (ja jestem drugą w ciągu pół roku). I niby wszystko ładnie pięknie, ale jednak nie. Tak jak z tym samochodem. Wszystkim naokoło mówi moja hostka tak mogę brać, nie muszę pytać, ona płaci nieważne gdzie i kiedy jadę...a tu dzisiaj spytałam czy mogę wziąć samochód ze sobą do Karoliny, po to żeby wrócić w nocy- bo przecież od 7 czy 8 rano miałam mieć Kate pod opieką.. No i jaka była odpowiedź? Nie musisz od rana zajmować się Kate, tylko zostaw samochód. Phh..no i tak jest za każdym razem. Nawet fochy są jak chcę jechać 3 mile do siłowni. Jednak samochód jest sprawą, którą ja przeżyć mogę. Natomiast co do całokształtu... nie zamierzam się po prostu męczyć.
I jak na koniec rozmowy spytała mi się LCC: "a co możesz powiedzieć, ta rodzina, dzieciaki, oni chyba nie mają wiele zasad?" a ja odpowiedziałam: "Tylko jedną: ŻADNYCH ZASAD"...i pokiwała głową w pełnym zrozumienia geście..i po tym wszystkim co powiedziałam zapewniła mnie, że rzeczywiście ta rodzina nie jest tak idealna jak o sobie myśli i mówi.

A przechodząc do rzeczy spoza tematu host family..to udałam się nareszcie do miłej pani która wyregulowała mi brwi. I nie pisałabym o tym gdyby to było takie zwykłe.

Nie wiem czy widać...ale owszem ona to robi NITKĄ. To dopiero sztuka. Żadnego bólu. Nic zupełnie:) A jak jej to zgrabnie poszło!

Dla osób które nie mają fejsa bądź też tam nie zaglądają, postanowiłam i tu wrzucić coś co mi się raz rzuciło w oczy...kiedy otworzyłam stronkę w Collegu, taa daaam!:
Widać, nie widać? Chyba wszyscy wiedzą, że chodzi mi o "Mary" tak to mnie zmieniło! I po najechaniu mi się pojawił dopisek oryginalnego tekstu, moje prawdziwe imię. Otóż, informuję ciebie fejsbuku i was czytelnicy, nie lubię być "MARY". Mam na imię MARIA.Ot co!:)

Zauważam wiosnę:
I to mnie bardzo dobrze nastraja:) Coraz bliżej Polski, coraz bliżej Polski:)...albo może najpierw tego Miami czy Orlando...:P

3 komentarze:

  1. w Miami lato pelna para! ;-)
    tez sobie podspiewuje 'coraz blizej Polski...' ;-) hihi

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałaś, że Polka zawsze znajdzie sobie host family, czy to oznacza, że Polskie au pair są chętniej wybierane niż te z innych krajów?:) A ta nitka to chyba strasznie ostra musi byc, jakoś sobie tego nie wyobrażam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi powiedziała moja LCC, że Polki w rematchu zazwyczaj znajdują rodziny i ona sama któregoś roku z tego względu miała 90% Polek w swojej grupie. Ale teraz najczęściej Polki jeżdżą tam gdzie są większe skupiska Polaków, jak na przykład New Jersey, NYC. I ponoć jak już w swojej okolicy nie ma host family, to tam zawsze się znajdzie miejsce, bo nie tylko amerykanie ale i sami Polacy właśnie biorą Polki do siebie jako au pair.

      Hmm..a nitka, wydawała mi się całkiem zwyczajna:)

      Usuń